Menu
Bajka:

O skradzionym zamku

676

W pewnym odległym kraju żył dawno temu mądry król. Był sprawiedliwy i mądrze rządził całym swoim krajem. Ten król miał wspaniały zamek. Stał nad kryształowym jeziorem i był zbudowany ze szkła.

Może się zastanawiacie, jak to możliwe, że szklany zamek wytrzymywał burze z gradem, ale było to dlatego, że ten zamek kiedyś zbudował zły czarodziej. Dziadek króla pokonał złego czarodzieja, zabrał mu jego magiczne buty i od tej pory czarodziej nie mógł czarować. Dziadek króla kazał go wygnać z królestwa, a magiczne buty zamknąć w piwnicy, aby już nigdy ich nie znalazł.

Pewnego dnia do króla przybył posłaniec z wiadomością z sąsiedniego królestwa. Księżniczka podobno szuka odpowiedniego męża, który będzie bogaty, piękny, mądry i przywiezie jej pantofelki, jakich żadna inna księżniczka nie ma.

Król natychmiast zlecił wykonanie klapek u mistrza Zhu-cha z dalekich Chin i popędził z nimi do księżniczki. Ukłonił się i przedstawił buciki.

– To są lekkie i wytrzymałe pantofelki, jakich żadna inna księżniczka u nas w kraju na pewno nie ma. – mówił król.

– Te brzydkie dziurawe buty nosi u nas każda służąca. Ciebie, królu, nie poślubię. – odpowiedziała księżniczka i kazała króla wygnać.

Król jednak się nie zniechęcił. Jeszcze tego samego dnia kazał zrobić buty u Czuka Kauczuka i pospieszył z nimi z powrotem do księżniczki.

– To są wysokie i wytrzymałe buty, w których można chodzić nawet po wodzie. Założę się, że żadna księżniczka takich nie ma. – chwalił się król.

– Czy jestem jakąś dziewką od świń, żeby chodzić w kaloszach? – oburzyła się księżniczka. – Weź swoje łachmany i nie chcę cię więcej widzieć.

Król więc wziął buty i ruszył w drogę powrotną. Po drodze zastanawiał się, dlaczego o tej księżniczce mówiono, że jest skromna i miła. Przecież zachowywała się zupełnie odwrotnie. Potem król pomyślał o butach, których nikt na świecie nie ma. Tych po czarodzieju, które są zamknięte w piwnicy.

I tak król chwycił magiczne buty i zawiózł je księżniczce. Księżniczka była zachwycona.

– No to są piękne buty. Chcę je od razu założyć. – rozkazała.

Gdy tylko je założyła, stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Księżniczkę otoczyła gęsta mgła. A gdy mgła opadła, zamiast księżniczki stał w butach zły czarodziej.

– Ha, ha, ha! Aleś się dał nabrać, ty królewska trąbo. – śmiał się czarodziej. – A swój zamek zabieram z powrotem!

– Gdzie jest księżniczka? – pytał król.

– Zaczarowałem ją. Jest teraz małą szarą myszką. – chwalił się czarodziej i machał małą klatką, w której kuliła się myszka. – Od teraz jestem królem, jak daleko wzrok sięga, tylko ja!

I czarodziej zniknął.

Król wrócił do domu, ale tam, gdzie stał jego szklany zamek, nie było zupełnie nic. Ani kawałka z niego czarodziej nie zostawił.

– Czarodzieju, zły czarodzieju, oddaj mi zamek, zmierzę się z tobą w pojedynku! – wołał król, ponieważ był bardzo odważny. Był też na tyle mądry, by wiedzieć, że jeśli nie odzyska swojego zamku, nie będzie miał gdzie spać w nocy.

Czarodziej nagle pojawił się przed królem.

– Przyjmuję twoje wyzwanie. Mnie bowiem nie możesz pokonać. Chlupato rostato szup !

Zanim król zdążył się otrząsnąć, czarodziej rzucił na niego zaklęcie. Początkowo nic się nie działo. Potem król zauważył, że na jego brodzie wyrósł czarny włos. Pobiegł po pęsetę do pobliskiej chaty. Ale zanim tam dotarł, był cały pokryty włosami. Rosły mu na rękach, nogach, klatce piersiowej, plecach, pośladkach i twarzy, że wyglądał jak małpa. Na to pęseta nie wystarczy. Zawołał więc swojego królewskiego golibrodę i kazał się całkowicie ogolić. Ale ledwie golibroda skończył, król już był znowu owłosiony.

– Poczekajcie, Wasza Wysokość, mam tutaj specjalną brzytwę ze szkła. Dała mi ją kiedyś moja prababka. Ogolę was nią, ale w zamian potrzebowałbym jakieś buty. Strasznie marznę w stopy.

– To nie problem. Spójrz, jakie mam tu ładne miękkie klapki.

– Są piękne, mój Królu. Dziękuję.

I tak golibroda ogolił króla brzytwą ze szkła. Włosy z króla zniknęły i już nie odrosły. Jednak pojawił się zły czarodziej i był bardzo zły, że król tak łatwo pokonał jego czar.

– Zwracam ci więc zamek, jak obiecałem. – powiedział czarodziej, machnął ręką i zamek pojawił się na swoim miejscu.

Król, zachwycony, że w końcu ma gdzie spędzić noc, rzucił się do swoich komnat. Ale coś tu było nie tak. W zamku panował straszny chłód, a przez wszystkie komnaty hulał wiatr.

– Czarodzieju, ty łajdaku, gdzie są wszystkie drzwi?! – krzyczał rozzłoszczony król.

– He, he, he!- śmiał się czarodziej. – Mówiłeś, że mam ci zwrócić zamek. O drzwiach nic nie mówiłeś.

– Jeśli nie jesteś tchórzem, chwyć miecz i chodź walczyć jak mężczyzna z mężczyzną!

– Ależ oczywiście. – powiedział czarodziej i dobył miecza. Jeszcze zdążył cicho wypowiedzieć zaklęcie: – Bahulo kol kolo szup !

Wokół czarodzieja utworzyły się głębokie, brudne kałuże, których nawet najwyższy mężczyzna nie mógłby przekroczyć ani przeskoczyć.

– Walcz, królu. Ale najpierw musisz do mnie dotrzeć! – śmiał się czarodziej i wystawił język na króla.

Król jednak był sprytny. Założył kalosze, które odrzuciła księżniczka, i przebrnął przez kałuże aż do czarodzieja. Jednym ciosem wytrącił mu miecz z ręki. Drugim ciosem prawie odciął mu głowę, ale czarodziej zdążył bardzo niesportowo zniknąć. Wszystkie drzwi zamku króla natychmiast pojawiły się na swoich miejscach. Król jednak nie był zadowolony.

– Wróć, ty tchórzu, i oddaj mi księżniczkę!

– Co powiesz na to, żeby o nią zawalczyć? – zaproponował czarodziej i wyczarował na ziemi ogień i rozżarzone kamienie, a za nimi umieścił klatkę z biedną myszą.

Dobrze wiedział, że gumowe buty króla nie wytrzymają ognia.

– Kto pierwszy do niej dotrze, ten wygra i księżniczka będzie jego. – uśmiechnął się czarodziej.

– Dobrze więc. – powiedział sprytny król. – Ponieważ przegrałeś dwa razy, należy ci się zacząć jako pierwszy.

Czarodziej uśmiechnął się i ruszył po ognistych kamieniach. Jednak nawet jego magiczne buty nie były odporne na ogień i zaczęły się topić i palić. Czarodziej zawył jak wilk i podskakiwał jak szalona tancerka. Jego buty wkrótce rozpadły się na pył, a wraz z nimi zniknęły wszystkie czary. Ogień zniknął. Król wybiegł i zabrał klatkę z księżniczką. Czarodziej tymczasem siedział na ziemi i dmuchał na swoje spalone nogi.

– Ty łotrze, tak mnie oszukać! Zemszczę się! – mruczał czarodziej.

– Wygrałem. Zamień mysz z powrotem w księżniczkę.

– Jesteś mądrym królem? Widzisz, chyba że magiczne buty spłonęły. Teraz już nie mogę czarować.

Król posmutniał. Przecież nie weźmie za królową myszy. Ale w końcu czemu nie? Zwierzęta całkiem lubił.

Wyjął myszkę z klatki, podniósł ją na dłoni do swoich oczu i powiedział do niej: – Moja księżniczko, bądź moją królową. Od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem, zakochałem się w tobie. Nawet jeśli to był przebrany czarodziej, ale to tylko drobny szczegół.

A potem król dał myszce buziaka na pyszczek. Nagle na jego dłoni nie siedziała mysz, ale księżniczka. Była cięższa niż mysz, więc król prawie upadł. Potem jednak złapał ją w ramiona i ruszył z nią do swojego szklanego zamku. Tam oboje wyznali sobie miłość, odbył się słynny ślub i oboje tam mądrze rządzą do dziś.

A czarodziej? Ten już nie mógł czarować i musiał zarabiać na życie pracą. Do końca życia polerował szklany zamek środkiem do polerowania, aby na jego ścianach nie było ani jednej smugi. A kiedy jednak jakąś zostawił, musiał za karę biegać wokół zamku w kaloszach.

Podoba się? Udostępnij znajomym:

Dodaj komentarz

Inne ciekawe bajki