O księciu cieszyńskim i miłości z Dalekiego Wschodu
Przed wieloma laty, tam gdzie dzisiaj znajduje się miasto Cieszyn, mieszkali prawdziwi książęta z krwi i kości. Jeden z nich szukał żony, ale był bardzo wybredny. Ta księżniczka miała zbyt jasne włosy, tamta – krzywe nogi, a jeszcze inna – zbyt tuzinkowy kolor oczu. W końcu natrafił na księżniczkę z odległej krainy – to była miłość od pierwszego wejrzenia. Tylko na nią spojrzał i już wiedział, że to ona – wymarzona, idealna żona.
Jej rodzice zgodzili się, aby zabrał ją do swojego królestwa. Ale ostrzegli, aby jej słuchał i pod żadnym pozorem nie łamał jej rozkazów – miało to przynieść na niego wielkie nieszczęście.
Księciu było na imię było Jan, a księżniczce z dalekiego kraju – Zara. Była ona prawdziwą pięknością, a swoją twarz ukrywała w chuście. Miała przepiękne, ciemne oczy i śniadą cerę, była bardzo smukła. Wyraz jej twarzy był bardzo szlachetny, a z oczu patrzyła sama dobroć. Już pierwsze wrażenie przywodziło na myśl, że jest dobrą i szlachetną osobą, godną królewskiego traktowania. Jednak, już pierwszy zakaz mocno zdziwił księcia Jana.
– Mój książę, muszę każdej nocy spać osobno. – powiedziała księżniczka Zara. – Ponadto, w ciągu nocy nikt nie może wchodzić do mojej sypialni
– Będzie jak zechcesz, ukochana – odrzekł książę, jednak w duszy zastanawiał się, jakie to sekrety może ukrywać przed nim jego przyszła żona, skoro chce spędzać noce w osobnej, zamiast wspólnej, komnacie. Nie był z tego faktu zbyt szczęśliwy.
Jednak czas do ślubu, który miał się wydarzyć za kilka miesięcy, mijał bardzo szybko. Przez ten czas bardzo się zaprzyjaźnili i serce księcia Jana bardzo się radowało, że będzie miał tak piękną żonę. Jednak, w przeddzień ślubu, przyszedł do niego jego doradca, jednocześnie sprawujący rolę dostojnika kościelnego. Biskup Jerzy, bo tak mu było na imię, przyszedł zobaczyć się z księciem osobiście, by przedyskutować pewną ważną kwestię.
– Proszę księcia – odezwał się biskup po przywitaniu się z księciem Janem – Jestem o księcia niezwykle zatroskany. Nie jestem przekonany, czy ślub z ową księżniczką z Dalekiego Wschodu to dobry pomysł.
– Ale ja jestem o tym przekonany. Długo szukałem, i wiem, że to księżniczka Zara będzie moją żoną. – odparł książę Jan.
– Słyszałem o jej fanaberiach – westchnął biskup. – Podobno spędza noce samotnie w komnacie, skąd wiesz, co ona tam robi?
– Nie wiem, ale obiecałem, że będę szanował to, co mi przykaże – odparł książę Jan. – Bardzo mi na niej zależy i chcę uszanować jej wolę.
Jednak, biskup tak długo prowadził rozmowę z księciem Janem w przededniu jego ślubu, że zasiał ziarenko wątpliwości w jego sercu. Co, jeśli księżniczka Zara miała jakieś straszne tajemnice, albo co gorsza, była jakąś czarownicą? Czy taka kobieta mogła być pełnoprawną księżniczką tego regionu?
– Muszę podpatrzeć przez choćby dziurkę od klucza – powiedział do siebie książę Jan. – Inaczej, będę miał już zawsze wątpliwości, czy na pewno dobrze zrobiłem, żeniąc się z księżniczką Zarą.
Jak pomyślał, tak zrobił. Na straży postawił swoich zaufanych strażników. Spróbował zerknąć przez dziurkę od klucza. Komnata księżniczki nie była najwyraźniej zamknięta na klucz – księżniczka ufała mu, że nie złamie danego jej słowa. Przez dziurkę zauważył bardzo dużo dziwnej, bardzo gęstej mgły. Pomyślał, że księżniczka Zara jest w opałach i być może w komnacie rozszalał się ogień. Otworzył więc z impetem drzwi i wpadł do środka.
Ku jego zdziwieniu, nie dostrzegł nigdzie księżniczki Zary. Za to ze wszystkich stron rozległ się głos, bardzo żałosny, płaczliwy i pełen lamentu – głos, który wirował wokół niego i mówił – Dlaczego to zrobiłeś, dlaczego mnie nie posłuchałeś? Nałożono na mnie klątwę, że jeśli ktoś wejdzie nocą do mojej komnaty przed ślubem, rozpłynę się w powietrzu jak mgła i przestanę istnieć…
To zawodzenie trwało całą noc i pogrążyło księcia Jana w niewysłowionej rozpaczy. Księżniczka Zara rozwiała się jak mgła, jak marzenie, którym była do chwili, kiedy książę Jan ją spotkał. Ten wirujący w powietrzu głos książę Jan słyszał do końca swojego życia. A podobno po dziś dzień, przechadzając się po zamku w Cieszynie w jesienną, wietrzną noc, można usłyszeć lament księżczniczki Zary, której książę Jan nie posłuchał. Czasami dołącza się do niego drugi głos – głos księcia Jana, który płacze nad stratą swojej miłości.
Inne ciekawe bajki
Legenda o mieczach krzyżackich
Gdy wielki władca Władysław Jagiełło spotkał się z Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem, na początku nic nie było przesądzone. Po stronie polskiej zgromadzili się...
Jak Hopuś po raz pierwszy poszedł do przedszkola
Za wielkim wzgórzem stał piękny dom. Ale nie był to zwykły dom. Był niebieski jak niebo i były na nim namalowane słoneczka. Dach był jaskrawoczerwony. Stał pośr...
Anetka na wakacjach
Niedaleko ciemnego lasu stał mały domek. Mieszkali tam dziadek i babcia. W każde wakacje odwiedzała ich wnuczka Anetka – mała dziewczynka o brązowych, prostych...
Zguba
Tego wieczora, jak zwykle na obozie na którym był Krzyś, chłopcy grali w piłkę na pobliskim boisku. Właściwie nie było to boisko ale mała łąka, która przypomina...
Wielkanoc Wojtka: Wielki Czwartek
Wojtek skończył zupę z zielonego groszku i popędził do dziadka. Dziadek siedział w swoim ulubionym fotelu i popijał dziwny napój. – Witaj, dziadku! – wykrzykną...
Złota harmonijka
Daleko za lukrowym wodospadem, na południe od końca tęczy, tam, gdzie nocuje Słońce, między czterema wielkimi górami leży zapomniana Dolina Skrzatów, w której t...
Dodaj komentarz