Menu
Bajka:

Kowal Janek i siekiera

520

Było sobie bogate królestwo, którym rządził stary król. Jego lud jednak nie miał się tak dobrze. W biednej wiosce pod murami zamku mieszkał młody kowal Janek, który niestrudzenie pracował u boku swojego starego ojca dniem i nocą.

W powietrzu rozbrzmiewał dźwięk młotów uderzających o żelazo, ale bez względu na to, jak ciężko pracowali, ledwie zarabiali na to, by mieć choć kawałek chleba czy dzban wina. Królewska Straż regularnie chodziła pobierać wysokie podatki po wsi i ludziom nie zostawało prawie nic. I tak bieda rozprzestrzeniała się jak choroba po całej wiosce.

Pewnego chłodnego wieczoru, gdy stary kowal poszedł się położyć, młody kowal Janek szykował się do zamknięcia kuźni, ale wtedy zadzwonił dzwonek i drzwi się otworzyły. Do ich kuźni przyszedł staruszek, który miał na głowie kapelusz sięgający mu przez twarz, a z niego sterczała brudna szara broda. W jednej ręce trzymał laskę, o którą się wspierał, a w drugiej stary topór. Ubranie miał podarte, a przez brud i kapelusz prawie wcale nie było widać jego twarzy.

– Młody człowieku, czy mógłby mi pan pomóc naprawić ten topór? Potrzebuję go do rąbania drewna. – odpowiedział chrapliwym głosem staruszek. Janek wytarł swoje brudne ręce o starą koszulę i wziął do ręki stary topór.

– Oczywiście, panie, naprawię. Mamy dużo pracy, więc proszę przyjść za cztery dni o tej porze. – odpowiedział Janek i miło uśmiechnął się do staruszka. Gdy młody kowal położył siekierę na stole roboczym, drzwi sklepu nagle się rozwarły, tak że nawet mały dzwonek nad nimi spadł i potoczył się po podłodze. Królewska Straż wdarła się do środka z nieprzyjemnym wyrazem twarzy.

– Podatki! Czas płacić! – warknął kapitan i odepchnął starca na bok. – Król żąda swojej części! – powiedziały straże i wyciągnęły ręce w oczekiwaniu pieniędzy.

– Więcej nie mamy. – odpowiedział Janek, podając im monety, które miał w skarbonce. Żołnierze jednak zajrzeli do środka i zobaczyli, że leżały tam jeszcze trzy monety. Wzięli też i pozostałe, wzięli dwie i tylko jedną im tam zostawili.

– To mogłoby wystarczyć. – zaśmiał się kapitan i ze strażami odeszli tak szybko, jak przyszli. Staruszek milcząco obserwował, co się dzieje.

– Tylko jedną monetę nam tu zostawili. Ach, co tylko powiem ojcu? – rozmyślał nieszczęśliwie Janek, gdy straże odeszły. „Nam też zabierają. – poklepał go po ramieniu staruszek i udał się do domu.

Dni płynęły. Janek niestrudzenie pracował razem z ojcem. Czy to przy kuciu mieczy, czy podków dla koni. Janek jednak potajemnie po nocach, gdy znajdował czas, pracował też nad naprawą siekiery, zdecydowany pomóc staruszkowi. Gdy nadszedł czwarty dzień i słońce już zachodziło za górę, dzwonek nad drzwiami się rozdzwonił. Staruszek wrócił po siekierę, sięgnął do kieszeni, ale były one nie tylko dziurawe, lecz także puste. Pochylił głowę i rękami wycierał spływające łzy, które spadały aż na jego brodę.

– Nie mam pieniędzy, panie. – powiedział smutno. – Żołnierze zabrali mi wszystko. Jak wyżywię swoją rodzinę bez siekiery? – rzekł nieszczęśliwie. Janek spojrzał na niego, a potem na siekierę w swoich rękach. Uśmiechnął się i włożył ją w ręce starca.

– To za darmo, nie musisz się bać, wyżywisz swoją rodzinę. Niech wam służy. – powiedział cicho i podał mu naprawioną siekierę. Była jak nowa.

– To zostanie naszą tajemnicą. – mrugnął do niego chłopiec. Staruszek ze łzami w oczach podziękował chłopcu.

Upłynęły dwa dni i stało się coś niezwykłego. Do kuźni przybył ponownie staruszek. Kowal Janek powitał go serdecznie. Potem, ku zaskoczeniu Janka, staruszek się wyprostował, odłożył laskę, zdjął kapelusz i ściągnął długą brodę. Chwycił do ręki szmatkę i wytarł z twarzy brud. Przed kowalem nagle nie stał już zgarbiony staruszek o lasce, ale stał tam młody książę Ronald, syn króla.

– Okazałeś dobroć, choć nie miałeś pieniędzy. Pomogłeś mi, gdy tego potrzebowałem. – powiedział książę, a jego głos był pełen podziwu i wdzięczności. Byłem przebrany za staruszka i odwiedzałem sklepy w naszym królestwie, ponieważ widziałem, że lud cierpi, i odkryłem też dlaczego. Widziałem, jak okrutnie nasi żołnierze opodatkowują nasz lud. Nie wiedzieliśmy z ojcem, że biorą tyle monet i są tak okrutni. To nie może tak trwać. – powiedział książę. Janek tylko ze zdumieniem przytakiwał. Potem młody książę udał się na plac, gdzie z pomocą Janka zwołał całą wieś i straże, przyszedł nawet sam Król. Całe królestwo stało na placu, wszyscy czekali na słowa księcia. Przed całą wsią książę Ronald zwolnił żołnierzy. Nagromadzone monety z podatków straże im zwróciły, nie mieli wyboru, inaczej groziło im więzienie. Potem król i książę zwrócili ludziom ich pieniądze, a żołnierzom dali nową pracę. Okrutni strażnicy będą sprzątać ulice i zbierać drewno dla biednych. Będą to robić tylko za jedzenie, bez żadnych monet. Lud radował się i wdzięcznie klaskał na cześć króla i Ronalda. Serce Janka zabiło z dumy. Jego prosty akt dobroci zmienił los królestwa.

Od tego dnia w królestwie panowała nie tylko sprawiedliwość, ale kowal Janek oprócz pracy w kuźni otrzymał też nową pracę. Wraz z księciem Ronaldem dostali ważne zadanie — wybrać najzdolniejszych młodych mężczyzn z całego królestwa i uczynić z nich honorowych strażników. A właśnie młody Janek został ich kapitanem. I tak w królestwie żyło się jeszcze lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Podoba się? Udostępnij znajomym:

Dodaj komentarz

Inne ciekawe bajki