Menu
Bajka:

Jesienna uczta

385

Kiedy w kalendarzu pojawia się miesiąc październik, w leśnym zagajniku odbywają się jesienne radości. Wiewiórki organizują wielką ucztę i zapraszają na nią wszystkie zwierzątka z lasu. Na środku, między drzewami, stawiają stół i ozdabiają go samymi smakołykami i pięknymi październikowymi darami.

Można tam zobaczyć orzechy laskowe, żołędzie, szyszki, jarzębiny, ale też dżem z gorących dzikich róż czy suszone jabłuszka zwane kryżakami. Zwierzątka zawsze cieszą się na tę ucztę. Ale nie zawsze tak było.

Kilka lat temu wiewiórki zorganizowały ucztę po raz pierwszy. Po całym lesie rozeszła się wieść. Ptaszki latały szeroko i daleko, ogłaszając: „Dziś wiewiórki zapraszają wszystkich na wielką jesienną ucztę! Wszystkie zwierzątka są mile widziane!”

Zwierzątka były zachwycone. Cieszyły się, że się spotkają, dobrze najedzą i pobawią razem. Każdy chciał coś przynieść i wesprzeć wiewiórki. Jeżyki nabiły na kolce jesienne jabłuszka, borsuki znalazły najsmaczniejsze grzyby, a lisy niosły dziką różę i jarzębinę. W lesie tylko szeleściło, biegało i stukało. Każde zwierzątko chciało dotrzeć na czas do dużego stołu wiewiórek.

Nawet dżdżownice chciały przyjść. Ale gdy pełzały w kierunku wiewiórek, usłyszały coś, co je przestraszyło. Nad nimi latały ptaszki i ćwierkały między sobą: „Słyszałeś, że na uczcie będą też suszone dżdżownice? To będzie wspaniałe. Mniam, ale smakołyk!”

Kiedy dżdżownice to usłyszały, zatrzymały się. „To niemożliwe. Oni chcą tam jeść suszone dżdżownice! Co zrobimy? Tam nie idziemy!” –  zdecydowały. Obróciły się i zaczęły pełzać z powrotem. Po południu, gdy wszyscy zasiedli do uczty, zwierzątka tylko chwaliły, jaki to był wspaniały pomysł. Wiewiórki cieszyły się, że przyszło tak wiele przyjaciół. Ale wtedy bóbr powiedział: „Czy ktoś nie widział dżdżownic? Tak bardzo się cieszyły, a teraz ich tutaj nie ma. Ktoś wie, co się z nimi stało?” „Nie, nie mam pojęcia” – mówiło jedno zwierzątko przez drugie. „Idziemy je znaleźć i przyprowadzić na ucztę, chodźcie!” – postanowił bóbr. I tak zwierzątka, zanim zaczęła się prawdziwa uczta, wyruszyły po dżdżownice.

Po chwili bóbr dostrzegł wystające z ziemi ogonki. Zawołał: „Halo! Dżdżownice! Wyjdźcie! Co się dzieje? Dlaczego nie przyszłyście na ucztę?” Dżdżownice powoli wynurzyły się z ziemi. Najpierw kręciły się nerwowo i nie chciały powiedzieć, dlaczego nie przyszły. Ale potem prawda wyszła na jaw. „Słyszałyśmy, że chcecie tam jeść suszone dżdżownice. A my nie chcemy być jedzeniem.” Bóbr najpierw nie rozumiał, jak mogły tak pomyśleć. Ale potem zrozumiał. „Źle usłyszałyście! Na uczcie będą suszone kryżaki, a nie dżdżownice! Kryżaki to suszone jabłuszka. Nie musicie się bać. Nikt was nie zje. Chodźcie. Wspinajcie się na mój grzbiet, a ja was tam szybko zaniosę, żebyście mogły się jeszcze nacieszyć wspólną ucztą.”

Dżdżownicom ulżyło. Tak bardzo bały się, że ktoś je zje. W końcu wszyscy spotkali się późnym popołudniem na wielkiej jesiennej uczcie. Wszystkie zwierzątka się najadły, ładnie porozmawiały i umocniły przyjaźń. A dżdżownice nigdy nie zapomniały, że nie powinny wierzyć we wszystko, co usłyszą. Lepiej zapytać, jak jest naprawdę, niż od razu wyciągać wnioski. Bo mogły przez to stracić naprawdę piękny wieczór z przyjaciółmi.

Podoba się? Udostępnij znajomym:

Dodaj komentarz

Inne ciekawe bajki