Menu
Bajka:

Jak świetliki pomogły wróżce

425

Głęboko w lesie, tam gdzie drzewa rosną tak gęsto, że nie wpuszczają ani promyka światła, znajduje się mały, cichy staw. Tylko czasem jego tafla mieni się w świetle księżyca. Nikt z ludzi tam nie zagląda, ale każdego wieczoru pojawiają się tam wróżki. Tańczą wokół stawu, mocząc bose stopy w wodzie, a ich cichy, chichotliwy głosik rozbrzmiewa po całym lesie, jakby unosił się na wietrze.

Zawsze, gdy wróżki kończą swój wieczorny taniec, jedna z nich zostaje przy stawie i strzeże go aż do rana. Całą noc musi go pilnować, aby pozostała w nim ta ich magiczna moc. To zadanie nie jest trudne — chyba że ktoś boi się ciemności. A dziś właśnie ta rola przypadła wróżce, którą inne wróżki nazywały Bojką — bo bardzo często się bała. A najbardziej… ciemności.

Gdy nadszedł jej wieczór, Bojka usiadła na trawie przy stawie. Wokół zapadła cisza, a las spowiła gęsta ciemność. Strach w jej sercu rósł. Aby dodać sobie odwagi i na chwilę zapomnieć o lęku, zaczęła cicho śpiewać:

„Boję się, boję się wielkiej ciemności i ciszy wokół mnie. Ale będę odważna i dam sobie z tym radę. Gdybym miała tutaj małe światełko, pomogłoby mi to trochę.” Gdy tak sobie śpiewała, jej głos rozbrzmiewał po całym lesie. Powoli unosił się na wietrze i przenikał przez tę czarną ciemność, która spadła na las.

Śpiew wróżki Bojki słyszały nawet świetliki. Malutkie robaczki, które potrafiły świecić swoim własnym ciałem. Chwilę posłuchały, jak Bojka śpiewa, a potem jeden ze świetlików powiedział: „Biedna dziewczyna…. Chodźcie, oświetlimy ją, żeby się tak nie bała.” Pozostałe świetliki zgodziły się i poleciały za wróżką nad staw. Uważnie słuchały, skąd dochodzi ten śpiew, aby nie zabłądzić. Kiedy zbliżały się do stawu, zobaczyły przestraszoną wróżkę, siedzącą nad jego brzegiem. Cicho ją okrążyły i utworzyły wokół stawu krąg. Potem ustawiły się tak, aby ich światełka były jak najlepiej widoczne.

„A teraz… zapalcie się!” zawołał jeden ze świetlików. W tej chwili staw wyglądał, jakby miał świecący pasek wokół całego brzegu. Wróżka przestała śpiewać i tylko się uśmiechała, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. To było wspaniałe! Czarne ciemności całkowicie zniknęły. Świetliki oświetlały całą okolicę ciemnego lasu. Noc już nie była taka straszna i czarna. Była piękna. Wróżka zaczęła tańczyć z radości.

„Dziękuję, dziękuję, moje drogie świetliki, uratowałyście mnie!” wołała swoim urokliwym głosem. „Nie masz za co, leśna wróżko! Dziś to my pomogłyśmy tobie, innym razem może ty pomożesz nam. Stworzenia z lasu muszą sobie nawzajem pomagać,” słychać było zza małych światełek.

Tamtej nocy wróżka Bojka strzegła stawu bez strachu. Wiedziała, że nie jest sama. Świetliki nie śmiały się z niej, że boi się ciemności. Wręcz przeciwnie, pomogły jej. I tak wróżka, z tej wdzięczności, była gotowa, by kiedyś pomóc świetlikom.

Podoba się? Udostępnij znajomym:

Dodaj komentarz

Inne ciekawe bajki